GOCRANBERRY – CZYLI ŻURAWNA W KOSMETYKACH

Nie wiem, jak Wam, ale mnie z jesienią najbardziej kojarzą się żurawiny. Teraz, kiedy innych świeżych owoców, poza tropikalnymi, w sklepach nie uświadczysz, warto sięgnąć po żurawiny właśnie. Mają mnóstwo witamin i przeciwutleniaczy, dla naszego organizmu są naprawdę skarbnicą dóbr wszelakich. Ale ja chciałabym wam opowiedzieć o tym, co żurawina może zrobić dobrego dla naszej skóry. Czyli o kosmetykach, które mają żurawinę nie tylko na opakowaniu jako piękny obrazek, ale również w składzie, w postaci oleju oraz ekstraktu z owoców. Polska marka Nova Kosmetyki ma w swoim portfolio serię GoCranberry, nagradzaną różnymi kosmetycznymi laurami (Stylowy Kosmetyk na przykład), ale chyba wciąż niedocenianą. Mam nadzieję, że to się zmieni, dlatego dzięki uprzejmości marki postanowiłam przetestować dla was kilka kosmetyków z tej serii.


Z opisu produktów wchodzących w skład serii (a jest ich naprawdę sporo, bo jak się doliczyłam chyba nieco ponad 40!!) dowiemy się, że receptury tworzone są w oparciu o naturalne składniki z certyfikatem ekologicznym, które w każdym preparacie są bazą, a nie tylko dodatkiem do substancji wypełniających. I: „Wszystkie produkty zaprojektowane są w taki sposób, aby minimalizować ryzyko wystąpienia alergii lub podrażnień”. Brzmi obiecująco.

Zawsze chętnie testuję wszelkiego rodzaju masła do ciała na bazie masła shea, bo wiem, że moja skóra je lubi. I że nie wynaleziono chyba niczego lepszego. Dlatego chętnie sięgnęłam po bogate masło GoCranberry do codziennej pielęgnacji każdego typu skóry. Jak wynika z opisu: „Działa kojąco i łagodząco na skórę. Napina i poprawia jej jędrność. Nawilża ją i lekko natłuszcza – poradzi sobie nawet z bardzo przesuszoną skórą w newralgicznych i opornych na zabiegi pielęgnacyjne miejscach na naszym ciele. Odżywia ją i zmiękcza, likwiduje szorstkość i łuszczenie. Swoje działanie zawdzięcza cennym składnikom: masłu shea oraz masłu mango wzbogaconym olejem żurawinowym i olejem ze słodkich migdałów”. Olej żurawinowy (w składzie kryjący się pod nazwą Vaccinium Macrocarpon Seed Oil ) regeneruje skórę i zabezpiecza ją przed podrażnieniami oraz szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.


I faktycznie – masło nakłada się jak inne kosmetyki tego typu, czyli trzeba go trochę nabrać na dłonie i rozgrzać, bo jest bardzo gęste, a potem wmasowywać w skórę. Od razu powiem, że wszystkie testowane przeze mnie kosmetyki z serii mają ten sam zapach: owocowy, ciepły, ale nie słodki, tylko bardzo delikatny, nie narzuca się, można by powiedzieć. Mnie bardzo odpowiada.

Masło świetnie natłuszcza skórę, po nałożeniu ma się uczucie, że naprawdę dobrze ją nakarmiliśmy na starcie z chłodem, ogrzewaniem w biurze i w domu. Trzeba oczywiście trochę odczekać, żeby nałożyć ubranie, bo całe to dobro tak szybko się w skórę nie wchłonie, ale naprawdę warto. W słoiczku kryje się mnóstwo dobrodziejstw dla naszej skóry i możemy je mieć pod ręką przez cały rok. Będzie bardzo wydajne, jak widzę, bo trzeba naprawdę niewiele, żeby uzyskać dużo smarowidła na skórę.


Nie zawsze mam jednak czas, żeby czekać, aż wchłonie się kosmetyk o tak bogatym składzie. Dlatego poprosiłam o możliwość przetestowania również balsamu do ciała i kremu o lżejszej formule.

Bogaty krem do ciała przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry. Tutaj znajdziemy nie tylko olej żurawinowy, ale też ekstrakt z owoców żurawiny. Ma lżejszą konsystencję niż masło, takiego bardzo aksamitnego, tłustego kremu, więc dużo szybciej się wchłania. I jego „obsługa” jest prostsza. Pozostawia na skórze bardzo przyjemny film, w żadnym razie nie tłusty, ale mnie bardzo odpowiada. To będzie mój ulubiony krem do ciała. Zastosowano tu też masło shea, masło arganowe, olej z pestek winogron i ze słodkich migdałów. Czyli same smakowitości dla mojej skóry.


Najlżejszym ze wszystkich preparatów do ciała jest balsam z formułą nawilżającą – też byłam ciekawa, jak się sprawdzi. I również jestem zadowolona z tego wyboru. Bo to produkt najszybciej się wchłaniający, lekki, ale skóra po nim jest znowu bardzo przyjemnie miękka, nawilżona i dobrze się w niej czuję.

Zamknięto go w butelce z wieczkiem, podczas gdy zarówno masło, jak i krem zapakowano w zakręcane słoiczki.

A w składzie balsamu? Cudowności: mocznik, hialuronian sodu oraz olej z kiełków owsa, które intensywnie nawilżają skórę, olej z ogórecznika – ujędrnia ją, a ekstrakt z owoców żurawiny działa nawilżająco i odżywczo. Mocznik 5% − nawilża i zmiękcza skórę. Mocznik może wpływać na aminokwasy i polipeptydy skóry, dzięki czemu wiążą one jak najwięcej wody.

„Specjalna formuła zmniejsza oznaki starzenia się skóry spowodowane ekspozycją na słońce, zimnem, działaniem klimatyzacji i ogrzewania. Skóra staje się gładka, delikatna, promienna i wyraźnie młodsza”. Co do owej promienności i gładkości – potwierdzam, skutki bardziej dalekosiężne będę mogła opisać później.

Tak intensywnie pielęgnując skórę całego ciała, nie można zapomnieć o twarzy. Na początek przetestowałam piankę do mycia twarzy GoCranberry. Jak wynika z opisu: „Pianka z olejem z pestek winogron delikatnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia i makijaż, oczyszcza pory, czyni skórę czystą i świeżą. Pianka zawiera naturalne i bezpieczne składniki, skutecznie usuwając makijaż, sebum, zanieczyszczenia zewnętrzne. Jednocześnie pielęgnujące składniki, które wchodzą w skład pianki, zwalczają suchą i matową cerę, normalizują mikrorelację, poprawiają koloryt skóry, wzmacniają działanie środków przeciwstarzeniowych”.

Pianka oczywiście nie zawiera mydła, jest cudownie lekka, ale naprawdę dobrze usuwa wszystko, co pozostaje nam wieczorem na twarzy. Rano też ją stosowałam i skóra nawet po niezbyt dobrze przespanej nocy wyglądała po niej świeżo, była mięciutka, przyjemna w dotyku, napięta.

Następnym razem skuszę się chyba na krem do twarzy, serum, jest nawet specjalny krem do skóry szyi i dekoltu. Już się cieszę na możliwość przetestowania ich dla was.

No i jeszcze coś dla składnikowych purystów. Kosmetyki GoCranberry nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego (spełniają wymagania wegan i wegetarian). Są hipoalergiczne i przebadane dermatologicznie. Kompozycja zapachowa nie zawiera alergenów. Kosmetyki z linii GoCranberry nie zawierają też: parabenów, konserwantów, SLES, CAPB, silikonów, PEG, alergenów, GMO.